W kwestii pracowni twórczych

W miniony weekend odbył się w Warszawie festiwal Pracownie. Znana na całym świecie koncepcja Open Studio polegająca na otwieraniu pracowni twórczych dla publiczności, artystów i kuratorów, miała swoją warszawską odsłonę. W prawdzie nie pierwszy raz, podobne spotkania organizowała już na przykład Kordegarda, tym razem jednak skala i zasięg przedsięwzięcia były większe.

Chociaż nie zostałam zaproszona do wzięcia udziału w projekcie i nie znalazłam czasu na odwiedziny nawet tych sąsiadujących z moją pracowni, uczestniczyłam w popołudniowej dyskusji podsumowującej wydarzenie. Szczerze przyznam, że mniej mnie interesuje to, czym jest pracownia dla twórcy, bardziej istotne w tej chwili wydaje mi się nawiązanie dialogu z Urzędem Miasta odnośnie zasad przyznawania lokali na działalność artystyczną oraz podjęcie dyskusji na temat ogólnej polityki miasta w tym zakresie.
Bo polityka taka nie istnieje „albo jestem ślepy“*. Przy okazji podpisywania umowy najmu lokalu użytkowego z przeznaczeniem na pracownię twórczą, po raz kolejny przechodziłam trudne etapy zażenowania, zdziwienia, frustracji i kryzysu finansowego. A tak przecież być nie musi. Mechanizmy współpracy pomiędzy artystami a urzędnikami w zakresie przyznawania lokali na pracownie powinny być jak najszybciej wypracowane, szczególnie w mieście, w którym mieszka i pracuje największy odsetek twórców w Polsce.
Od kilku miesięcy zajmuję się tym tematem, chroniąc się poniekąd przed przyszłymi problemami ale także chcąc poprawić warunki pracy innych artystów i ich funkcjonowanie w mieście.
Po pierwsze należy zmienić status lokali przeznaczonych na pracownie, które w tej chwili funkcjonują jako lokale użytkowe. Użytkowe znaczy komercyjne. Zapis ten powoduje niesprawiedliwe traktowanie artysty na równi z podmiotem gospodarczym, co skutkuje między innymi narzucaniem artystom wysokiej stawki za energię elektryczną (zamiast standardowej taryfy G, płacimy podwyższoną C przeznaczoną w szczególności dla przedsiębiorców). Należy utworzyć nowy status dla lokali, w których prowadzona będzie działalność niekomercyjna, artystyczna, niedochodowa, tak aby jak najszybciej wydzielić je z puli lokali przeznaczonych dla biznesu.
Lokale wynajmowane na pracownie są najczęściej tymi, których nie udało się wynająć w kolejnych następujących po sobie przetargach, co zwiastuje bardzo niski standard lokali, często oburzająco wręcz niski. Należy zwiększyć ilość lokali z przeznaczeniem na pracownie i zadbać o to, by znalazły się wśród nich także te o wyższym standardzie. Oferowane lokale często nie posiadają toalety, okien, wody. To nie są warunki, w których pracują artyści, nawet jeśli niezdrowy stereotyp podpowiada inaczej.
Do tej pory użytkownicy lokali wynajmowanych po najniższych wynegocjowanych stawkach byli zmuszani do zawierania umowy, w której w jednym z podpunktów zrzekają się prawa do roszczeń finansowych związanych z poniesionymi kosztami remontowymi, nawet jeśli dotyczyło to elementów stale podnoszących standard lokalu (np. nowa instalacja elektryczna, drzwi antywłamaniowe itp). Znane są przypadki, w których po trzech latach podnosi się użytkownikowi czynsz, bo w lokalu został podniesiony standard, a że dzięki finansowym nakładom samego wynajmującego? No to co. Uregulowanie tej kwestii wydaje się bardzo pilne.
Ze względu na specyfikę pracy twórczej, która jest daleka od prowadzenia przedsiębiorstwa przynoszącego wysokie, regularne miesięczne dochody, stawki za metr kwadratowy przestrzeni wynajmowanej na pracownie powinny być niskie, stałe i pozbawione ukrytych kosztów. Wynegocjowany w ZGNie czynsz jest obecnie powiększany o dodatkowe koszty będące niczym innym jak kolejnym czynszem zawierającym w sobie opłaty za wodę, ogrzewanie miejskie, wywóz śmieci czy ciepłą wodę.
Jakby tego było mało, tuż po podpisaniu umowy najmu wynajmujący zobowiązany jest dostarczyć „oświadczenie o dobrowolnym poddaniu się egzekucji“ w postaci podpisanego aktu notarialnego (!). Koszt podpisania tego dokumentu ponosi wynajmujący, pięćdziesiąt procent zapłaconej sumy zwraca ZGN po wystosowaniu odpowiedniego pisma i wystawieniu rachunku (!). O konieczności płacenia podatku od nieruchomości za wynajęty na pracownię lokal też nikt wcześniej nie informuje. Pomimo braku praw własnościowych do lokalu, wynajmujący jest zobowiązany zapłacić powyższy podatek raz w roku. Podatek ten potrafi wynieść nawet kilkaset złotych jeśli artysta sam w urzędzie nie poinformuje o przeznaczeniu lokalu. Obciążanie wynajmującego podatkiem od nieruchomości, której nie posiada wydaje mi się kuriozalne.
Lokale użytkowe z przeznaczeniem na pracownie twórcze przyznawane są na okres nie dłuższy niż trzy lata, co często oznacza szukanie nowego lokum zanim się zdąrzy odremontować obecne. Nie wspominając o konieczności transportowania często wielkogabarytowych prac z miejsca na miejsce. Koniecznym wobec tego wydaje się zapis o wydłużeniu okresu, na jaki zostaje podpisana umowa najmu.
W związku z tym, że każda dzielnica ma obowiązek przekazywania jakiejś części z puli lokalowej na działalność kulturalną często w ofertach pojawiają się lokale przypadkowe, takie, w których działalności kulturalnej nie da się prowadzić. Zawilgocona piwnica bez okien na pracownię twórczą, poddasze bez windy na magazyn, barak z klepiskiem na galerię itp. Pustostany zaś, nawet te o uregulowanym prawie własności, stoją i niszczeją. Nie jestem zwolenniczką przekazywania artystom budynków na rok przed ich zburzeniem dla ocieplenia wizerunku burmistrza, uważam jednak, że należało by przyjrzeć się niezagospodarowanym przestrzeniom w mieście. Do tej pory, z niezrozumiałych przyczyn, urząd miasta woli nie pobierać żadnego czynszu za użytkowanie budynku niż pobierać czynsz niski. Czy naprawdę lepiej, by budynek stał i popadał w ruinę?



To jedynie kilka problemów, z którymi borykają się artyści wynajmujący pracownie od Urzędu Miasta st.Warszawy. Truizmem byłoby tłumaczenie w tej chwili po co artystom pracownie i dlaczego akurat ta grupa zawodowa ma mieć możliwość wynajmu na innych niż pozostali warunkach. Jednak bez wytłumaczenia, bez podkreślenia charakteru pracy artysty powyższe postulaty mogą zostać kompletnie niezrozumiane przez stojących po drugiej stronie negocjacji pracowników urzędu. Czeka nas sporo pracy, mam jednak przedziwne wrażenie, że jesteśmy w stanie sporo zmienić w kwestii pracowni twórczych.

Podczas projektu PRACOWNIE zaprezentowano wiele wnętrz, w których pracują twórcy. Ja też nie wstydzę się swojego. Zapraszam do siebie do pracowni.








*za Niwea („Nie ma mleka w Tesco albo jestem ślepy“)
Trwa ładowanie komentarzy...