O autorze
Artystka wizualna związana z Warszawą i Górnym Śląskiem. Ukończyła rzeźbę na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie w 2006 roku prowadziła Pracownię Gościnną. Studiowała także w Instytucie Sztuki w Opolu, Schloss Akademie w Niemczech oraz na Uniwersytecie Warszawskim (Marketing w Kulturze). Zajmuje się instalacją, video-artem, tworzy obiekty, rzeźby, fotografie : www.laurapawela.com
Wystawiała w Polsce i za granicą, prezentując prace na około dziewięćdziesięciu wystawach. Swoje projekty realizowała min. we Francji, Argentynie, Finlandii oraz USA. Współpracuje z londyńską galerią IMT. Pracuje w TVP Kultura.

Lokale użytkowe czyli jak zostałam posiadaczem gruntu

Jakaż to wspaniała wiadomość! Bo działki w mieście stołecznym drogie, często z opcją „tylko dla developerów“, nieruchomości nieosiągalne, grunty posiadają roszczenia, zabudowa na nich gęsta, szpilki nie ma gdzie włożyć. A ja zostałam posiadaczem gruntu! Wczoraj, stojąc przy okienku pocztowym. Grunt ten mieści się na starym Mokotowie i właśnie na podstawie ewidencji gruntów ustalono dla mnie wymiar podatku od nieruchomości na rok 2013. Co za szczęście! Nie spodziewałam się otrzymać tak wspaniałego prezentu poleconym za potwierdzeniem odbioru.

Pędzę więc z kwitem oglądać przypisaną mi nieruchomość, żeby szybko sprawdzić, czego dotyczy wyliczony za nią podatek.



„A to feler, westchnął seler!“ – przeklnęłam siarczyście dobijając pod wskazany adres. Nieruchomość enigmatycznie opisana w krótkim, urzędowym piśmie to moja, wynajmowana od dwóch lat, pracownia twórcza. Wynajmowana od Zarządu Gospodarowania Nieruchomościami, miejskiej jednostki budżetowej, powołanej w celu, jak sama nazwa wskazuje, gospodarowania tym i owym, komunalnym, miejskim, użytkowym. Po wczorajszej euforii wywołanej drukiem sugerującym posiadanie gruntu (według którego naliczono i tak dalej) dopadło mnie poczucie pewnego rodzaju niesprawiedliwości (lub braku odpowiednich regulacji w tej kwestii). Lokal użytkowy, będący własnością miejską, wynajęty na trzy lata z możliwością przedłużenia umowy do dziesięciu, bez ciepłej wody i bez możliwości negocjacji stawki czynszu, z zalanym dopiero co z winy ZGN sufitem, lokal, w którym dodatkowo opłacany jest wywóz nigdy nie wywożonych śmieci oraz sprzątanie nigdy nie sprzątanej, śmierdzącej klatki, lokal ten nie jest mój? Jak to więc możliwe, że ja zostaję wezwana do zapłaty podatku od nieruchomości? Dlaczego właściciel, który wystarczająco dużo miesięcznie otrzymuje zdefiniowanym przelewem na konto, nie płaci podatku za swoją nieruchomość?

Znając coroczne założenia oraz podniosłe odezwy urzędników dotyczące sprzyjaniu kulturze, jako niedoszły posiadacz gruntów za to użytkownik lokalu z przeznaczeniem na działalność twórczą, zakończyć muszę smutno. Polityka Urzędu Miasta wobec twórców wciąż mnie zaskakuje. Źle! Wróć! Brak polityki Urzędu Miasta wobec twórców wciąż mnie zaskakuje. Brak ustaleń dotyczących płacenia podatku od nieposiadanej wszak nieruchomości, brak możliwości zwrotu poniesionych na remont lokalu kosztów, brak porozumienia, na mocy którego zamiast płacić za prąd stawkę C12 dla przedsiębiorców, mogłabym po otrzymaniu jednego pisma zetgieenowskiego, obniżyć ją do zwykłej, lokalowej. Takiej, jaką płacą wszyscy posiadacze nieruchomości i inni mieszkańcy Warszawy. Gest „ofiarowania“ lokali użytkowych dla pogorzelców z Pragi być może jest wspaniały, być może jest czymś więcej niż zagrywką marketingową służącą zbudowaniu dobrej opinii, niestety może okazać się pusty, kiedy nie pójdzie w parze ze zmianą decyzji, uchwał, artykułów i zwykłych stereotypów dotyczących funkcjonowania artystów.
Trwa ładowanie komentarzy...