„A to feler, westchnął seler!“ – przeklnęłam siarczyście dobijając pod wskazany adres. Nieruchomość enigmatycznie opisana w krótkim, urzędowym piśmie to moja, wynajmowana od dwóch lat, pracownia twórcza. Wynajmowana od Zarządu Gospodarowania Nieruchomościami, miejskiej jednostki budżetowej, powołanej w celu, jak sama nazwa wskazuje, gospodarowania tym i owym, komunalnym, miejskim, użytkowym. Po wczorajszej euforii wywołanej drukiem sugerującym posiadanie gruntu (według którego naliczono i tak dalej) dopadło mnie poczucie pewnego rodzaju niesprawiedliwości (lub braku odpowiednich regulacji w tej kwestii). Lokal użytkowy, będący własnością miejską, wynajęty na trzy lata z możliwością przedłużenia umowy do dziesięciu, bez ciepłej wody i bez możliwości negocjacji stawki czynszu, z zalanym dopiero co z winy ZGN sufitem, lokal, w którym dodatkowo opłacany jest wywóz nigdy nie wywożonych śmieci oraz sprzątanie nigdy nie sprzątanej, śmierdzącej klatki, lokal ten nie jest mój? Jak to więc możliwe, że ja zostaję wezwana do zapłaty podatku od nieruchomości? Dlaczego właściciel, który wystarczająco dużo miesięcznie otrzymuje zdefiniowanym przelewem na konto, nie płaci podatku za swoją nieruchomość?
Znając coroczne założenia oraz podniosłe odezwy urzędników dotyczące sprzyjaniu kulturze, jako niedoszły posiadacz gruntów za to użytkownik lokalu z przeznaczeniem na działalność twórczą, zakończyć muszę smutno. Polityka Urzędu Miasta wobec twórców wciąż mnie zaskakuje. Źle! Wróć! Brak polityki Urzędu Miasta wobec twórców wciąż mnie zaskakuje. Brak ustaleń dotyczących płacenia podatku od nieposiadanej wszak nieruchomości, brak możliwości zwrotu poniesionych na remont lokalu kosztów, brak porozumienia, na mocy którego zamiast płacić za prąd stawkę C12 dla przedsiębiorców, mogłabym po otrzymaniu jednego pisma zetgieenowskiego, obniżyć ją do zwykłej, lokalowej. Takiej, jaką płacą wszyscy posiadacze nieruchomości i inni mieszkańcy Warszawy. Gest „ofiarowania“ lokali użytkowych dla pogorzelców z Pragi być może jest wspaniały, być może jest czymś więcej niż zagrywką marketingową służącą zbudowaniu dobrej opinii, niestety może okazać się pusty, kiedy nie pójdzie w parze ze zmianą decyzji, uchwał, artykułów i zwykłych stereotypów dotyczących funkcjonowania artystów.
