O autorze
Artystka wizualna związana z Warszawą i Górnym Śląskiem. Ukończyła rzeźbę na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie w 2006 roku prowadziła Pracownię Gościnną. Studiowała także w Instytucie Sztuki w Opolu, Schloss Akademie w Niemczech oraz na Uniwersytecie Warszawskim (Marketing w Kulturze). Zajmuje się instalacją, video-artem, tworzy obiekty, rzeźby, fotografie : www.laurapawela.com
Wystawiała w Polsce i za granicą, prezentując prace na około dziewięćdziesięciu wystawach. Swoje projekty realizowała min. we Francji, Argentynie, Finlandii oraz USA. Współpracuje z londyńską galerią IMT. Pracuje w TVP Kultura.

Rzutnik i lampy

Obecna lista oferowanych do wynajmu lokali użytkowych w (powiedzmy) dzielnicy Mokotów nie jest zbyt imponująca. Powiedziałabym nawet, że jest żałosna, gdyby skupić się tylko na lokalach dostępnych poza konkursem ofert. Czyli na tych, którymi artyści mogą być potencjalnie zainteresowani. Jest kilka małych lokali z przeznaczeniem na: magazyn, pracownię twórczą lub skład gospodarczy. I tylko tutaj, w ogłoszeniu, te trzy nazwy zastosowane wobec jednego pomieszczenia, mogą wystąpić obok siebie. Potem to, niby umowne, nazewnictwo już zawsze będzie stanowić źródło sporu. To, co jeszcze może wymienione lokale łączyć, to wspólna kolumna w tabelce - brak instalacji elektrycznej. A jakże!

W swojej pracowni też nie miałam możliwości korzystania z tego dobrobytu, jakim w dwudziestym którymś wieku jest prąd. Wszystko zaakceptowałam, zrozumiałam, kable wymieniłam, rysunek wykonałam, słono zaprzyjaźnionemu z administracją elektrykowi zapłaciłam, licznik założyłam, papierki z tak zwanej budowy zdałam, lokal został oficjalnie "przyjęty". Klepnięty. Budowa zakończona. Uff…Mogę korzystać z prądu w wynajmowanym lokalu z przeznaczeniem na działalność twórczą. Działalność, która jakoś niechcąco nie łączy się z gospodarczą ani zarobkową, chociaż bardzo bym sobie tego życzyła. Ale RWE wie lepiej…



Od dwóch lat płacę w RWE Stoen, nie bójmy się używać tej wspaniale brzmiącej nazwy, bardzo wysokie, comiesięczne rachunki, ponieważ założona taryfa budowlana jakoś dziwnym trafem nie przestała obowiązywać na mojej artystycznej budowie tuż po jej zakończeniu. Dodatkowo RWE uparł się, że w lokalu prowadzę coś na kształt fryzjera, sklepu z obuwiem lub czegoś naprawdę dochodowego (brak mi przykładów, nie znam się). Dzwonię, piszę, czytam, głośno z offu przeklinam. Dostawca energii o klienta dba, a co, odpisuje do 48 godzin, słów ładnych i uprzejmych używa, tłumaczy i grzecznie odsyła. Pani w okienku, choć przejęta wysokością moich rachunków i marnością zarobków z tej dziwacznej niby działalności dochodowej, wertuje regulaminy. Wertuje. Co chwilę udaje się na zaplecze wertować co innego, koleżanki wertują także, nad problemem mym faktycznie z empatią pochylone wszystkie wertują na Mokotowie. Okazuje się, że pomimo tego, że nie prowadzę działalności gospodarczej w lokalu zwanym użytkowym, nie mogę liczyć na niższą (czytaj: ludzką) taryfę, która przysługuje osobom fizycznym. No wiecie, fizycznym, takim jak ja. Lista "uprzywilejowanych" jest w regulaminie RWE długa, na "lepszą" taryfę mogą liczyć osoby fizyczne mieszkające w gospodarstwach domowych lub korzystające z garaży, świetlic, działek, wspomnianych magazynów i składów gospodarczych, mających coś na poddaszach, strychach, w warsztatach i gdzie jeszcze zechcą. "Gorszą" taryfę płacą ci, którzy remontują lokal lub prowadzą działalność gospodarczą. Wszędzie. Mój przypadek, przypomnę - artysty wynajmującego pracownię na działalność twórczą niechcąco niekomercyjną - podlega pod drugą kategorię - przedsiębiorcy. Tłumaczę, że jak to to, że niemożliwe, że ja nie fryzjer, nie doradztwo finansowe, że to nie Bank Puławska, że niedochodowo, że mrzonki, że brak struktury, że nie moja wina, że bezprawnie. Nic. Jak grochem w upierdliwą rwę. W końcu pani podpowiada : "niech się pani uda do ZGN i wybłaga u nich pismo, że wynajmuje pani skład gospodarczy, wtedy załatwimy tańszą taryfę". Jak wiadomo, błagać nie potrafię, kłamać też nie bardzo, spędzam tydzień między pokojami w administracji (gdzie pani z froterowym ręcznikiem na kolanach zjada kanapkę z ogórkiem i przeżuwając niechętnie zerka), telefonami do rwe i zgn. Ten ostatni oczywiście nie ma żadnego interesu w tym, żeby stosowne pismo mi wydać, czemu się specjalnie nie dziwię. Lokal użytkowy użytkowym jest i basta, a że wynajęty na niedochodową działalność osobie fizycznej? Nooo, to nam umknęło, bo gdyby był magazynem, to było by inaczej….

Otrzymane pocztą elektroniczną zawiadomienie z RWE rozjaśnia nieco mój chmurny horyzont. Zjawi się expert, sytuację oceni, wypowie się w kwestii taryfy, oszacuje czy chcę wyłudzić od RWE jej zmianę czy może mi się jednak należy. Oględziny lokalu przez pana serwisanta są jednak kolejnym zawodem i przykrym doświadczeniem. Pan pach nie wymył rano, zapach przykry roznosi a o artystach nic nigdy nie słyszał, oprócz tego, że to pewnie jakiś biznes jest. Dochodowy jak sam fryzjer! W te słowy więc Pan Pacha rzecze: "taryfy zmienić się nie da, tu rzutnik stoi i lampy jakieś profesjonalne, tu się zarabia, tu się działalność gospodarczą prowadzi!!!!". Zanim znawcę tematu za drzwi wyrzuciłam, wytłumaczyłam mu na czym polega twórcza działalność, jak można sprawdzić czy jestem zarejestrowana (chociażby) w urzędzie statystycznym lub innym, że posiadanie "rzutnika oraz lamp" nie jest równoznaczne z prowadzeniem pizzerii lub usług doradczych. Na co pan mi rzecze : "ja tu widzę zarabianie, dużo tu rzeczy w pudłach, może to jakiś handel jest nawet". I już był za drzwi wypchnięty a mnie jego ekspertyza przestała interesować. Won!

Można walczyć o swoje prawa tam, gdzie jest stworzona ku temu struktura lub walczyć o stworzenie potrzebnej struktury prawnej gdzie jej brak. Czeka nas sporo lat i zmian w mentalności społecznej, zanim doczekam się takiego momentu, kiedy ZGN wynajmując "lokal użytkowy" na działalność twórczą (i poza konkursem ofert) jasno w umowie określi różnicę pomiędzy komercyjnym lokalem a niekomercyjnym (np. wspomnianym warsztatem, który jest bliżej mojej pracowni niż fryzjer czy warzywniak) i kiedy na podstawie umowy zawartej z ZGN dostawca energii elektrycznej zakwalifikuje artystę-użytkownika jako osobę fizyczną a nie budowlany podmiot gospodarczy, który dzięki posiadaniu "rzutnika i lamp" kwalifikuje się do grona przedsiębiorców. Jakichś, nie przyrównując, developerów, którzy nie tyle, że zarabiają ale jeszcze stale remontują! Budują! Taryfa im się wysoka należy! A co! Wysoka jak dziewięć pięter nowego Sezamu.
Trwa ładowanie komentarzy...