Grupa naTemat

O honorariach do bólu

Trudno nie zgodzić się ze stanowiskiem artystów podpisanych pod listem otwartym do dyrekcji Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w sprawie honorariów za udział w wystawie (link). Wystawie imponującej, o dużym zasięgu, wystawie, która przez swą ważność i niezłą promocję przyciągnie tysiące osób, wystawie, o której media będą się rozpisywały przez najbliższe dwa miesiące, na której krytyka stępi sobie paznokcie, z powodu której podzieli się środowisko, o której będzie się dyskutowało w Barze Studio lub/i pod Planem B i która z całą pewnością nie przejdzie bez echa.

Wielkość i waga tej wystawy nie wynika jednak z miejsca jej ekspozycji, to nie ten stary, szary, poczciwy zamek i nie owocne zabiegi działu promocji są odpowiedzialne za jej prestiżowy charakter. To przede wszystkim świetne nazwiska i znaczące prace przeszło sześćdziesięciu artystów. Nie tylko tych brytyjskich, nie musimy stale z uwielbieniem wypatrywać “lepszości” gdzieś tam daleko, polska sztuka współczesna jest równie dobra. Pomimo tego, nikomu nie zapłacono honorarium za udział w wystawie.

Warszawskie Centrum Sztuki Współczesnej oraz wszystkie inne instytucje wystawiennicze nie byłyby tym, czym są przez samo zagnieżdżenie się w jakimś nowym/starym budynku z pokoikiem dyrektorskim i krzesłem ogrzewanym nawet przez największe nazwisko kuratorskie wszechczasów przyciągające najwyższe, miliardowe dotacje z całego świata. Podstawą funkcjonowania każdej takiej placówki, czy to szara nowa jama czy szary stary zamek, jest twórczość artystyczna. Bez niej nie byłoby tego rodzaju instytucji, żadnej galerii, “pracy w kulturze”, wystaw budujących wizerunek i prestiż miejsca, karier dyrektorskich, kuratorskich celebrytów i chwalenia się polską sztuką za granicą. Działalność tych kulturalnych maszyn bez artystycznego paliwa byłaby jakimś zardzewiałym, żałosnym, nikomu niepotrzebnym skrzypieniem złomu. Instytucje wystawiennicze stałyby bez artystów puste. I do tego, zdaje się, instytucje zmierzają, nie płacąc artystom za wykonaną pracę.

Banały, upierdliwe banały i międlenie wora...a jednak jakoś wszyscy o tym zapomnieli odwracając sytuację do góry nogami. Przyjęto bowiem, że prezentacja pod szyldem instytucji/galerii jest sama w sobie wielkim osiągnięciem dla artysty. Przyjęli to dyrektorzy “wyróżniający” zaproszeniem do wystawy i artyści czujący się nim “wyróżnieni”. Przyjęto też, że sam (wątpliwy często) “prestiż uczestnictwa” zaspokoi potrzeby artysty. Domaganie się zapłaty za pracę to już nie tylko fanaberia artysty, to ewidentne naciąganie instytucji na dodatkowe, nieprzewidziane w budżecie koszty. To wręcz działanie na jej niekorzyść! Przyjęto, w końcu, że to permanentne żerowanie na cudzej pracy artystycznej usprawiedliwione może być łatwo “niskim budżetem projektu”. W ten sposób tłumaczy się okradanie artystów.

Mój kolega, chętnie wystawiany artysta, na moje narzekanie o kolejnym wolontariacie przy okazji wystawy indywidualnej, zdziwiony odpowiedział, że jemu takie sytuacje się po prostu nie przytrafiają. Jeśli nie otrzymuje konkretnej informacji o wysokości honorarium przed podjęciem współpracy, po prostu nie zgadza się na udział w wystawie. Dlaczego więc pozostali artyści, zamiast postępować jak mój wspomniany kolega, zgadzają się na udział w czyimś przedsięwzięciu wystawowym, wiedząc od samego początku, że robią to za darmo? 1.Z przyzwyczajenia, bo co na to poradzić?, 2. Licząc na nigdy nie nadchodzące profity innego rodzaju (np.kolejne wystawy za darmo a po nich kolejne po kolejnych za kolejne darmo), 3. Mają inne źródła dochodu a kurator przekonuje, trudno więc odmówić, 4. Prace do wystawy zgłaszane i wydawane są przez reprezentujące artystę jednostki galeryjno-komercyjne, 5. Ze strachu.

A strach ten potrafi być paraliżujący! Zrezygnowanie z wystawy ze względu na brak honorarium i podkreślenie tym samym istniejącego problemu może być odczytane przecież przez instytucję jako arogancja (!), wywyższanie się, gwiazdorstwo i tym podobne dyrdymały. A środowisko małe jest i plotki szybko się w nim rozchodzą, kiedy raz artystę nazwie się “trudnym we współpracy” etykieta ta wypala się na jego czole (i twórczości) na stałe, jak znak Antychrysta. Nie lekkoduch żywiący się zakurzoną ideą a bezideowy materialista! A, fe, nie chcemy takich!!

Strach ten związany jest także z innym, chorobliwym zjawiskiem: przymusem permanentnego wystawiania i stałego pojawiania się. Jest to strach potworny, kosmiczny wręcz; bez kontynuowanej stale prezentacji, artysta znika z układu w konstelacji tak szybko, jak meteoryty nad Czelabińskiem. A nie ma nic gorszego niż przysłowiowa szafa, w której nikt już artysty nigdy nie znajdzie. I tak na wieki wieków amen. Czy warto więc ryzykować “prawdziwe istnienie” w zamian za “jakieś tam” honorarium?

Bez wystawiania sztuka zdaje się nie istnieć, po prostu nie zdarza się bez notki prasowej w gazecie i mediach elektronicznych, bez fejsbukowego splendoru linka do materiałów prasowych wystawy, bez tekstu kuratorskiego wysłanego do wszystkich. Lepsza więc prezentacja gratis z ukłonem w kierunku dyrektora niż samotne czeluści spalonego w atmosferze niedopasowania asteroidu.

Nie ma się co dziwić tym, że artyści godzą się na ekspozycję prac za darmo; wybierają tym samym mniej bolesne zło, wierząc, że do czegoś się jednak przysłużą. Jeśli nie do poprawy funkcjonowania własnej grupy interesów to przynajmniej przyłożą się do lepszego wizerunku upadającej instytucji. Zawsze to jakiś gest w słusznej sprawie. Kultury. A nasza sprawa jeszcze poczeka, nie tym razem, to innym, w końcu ktoś nam te honoraria kiedyś przecież wywalczy...

Powyższe trywializmy powinny być znane wszystkim już w przedszkolu. Nie ulega wątpliwości, że uznanie pracy artysty za pełnoprawną (płatną) jest obowiązkowe. Jak się jednak okazuje, sprawia to trudności nawet najbliżej ze sztuką związanym osobom. Dlatego stale trzeba pisać te same banały, aż do znudzenia. A jeśli nawet listy oficjalne nie pomogą – może czas na poważny strajk artystów, na butelki z benzyną i kamienie. Tylko czy ta grupa jest jeszcze w stanie stanąć w obronie swoich własnych interesów razem?

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SztukaPraca
Skomentuj